Zły romans kina z country. [„Narodziny gwiazdy”, 2018]

     Już za dwa tygodnie ogłoszone zostaną oscarowe nominacje i są tytuły, których naprawdę nie chciałbym widzieć wśród kandydujących do nagrody. Jednym z nich jest „Pierwszy człowiek”, innym − „Czarna Pantera”. Największą niesprawiedliwością okazałoby się jednak wynoszenie pod niebiosa debiutu reżyserskiego Bradleya Coopera. „Narodziny gwiazdy” to dramat w najlepszym wypadku konwencjonalny, a w najgorszym wypruty z głębi, pozbawiony błysku. Historii równie powierzchownej, pełnej pretensji, o niebywale spłyconej poetyce nie oglądałem już dawno.

     Główną bohaterkę, Ally (Lady Gaga), poznajemy w klubie gejowskim. Jest divą z mocnym głosiwem, ale nie widzi się w roli tytułowej gwiazdy estrady. Wszystko zmienia się, gdy na jej drodze staje Jack (Cooper) − zapijaczony muzyk country, o aparycji zdjętego z krzyża Chrystusa. Po wspólnie spędzonej nocy mężczyzna zaprasza nowo poznaną artystkę na swoją scenę. To początek jej kariery w wielkim świecie… popu. Znikąd wyłania się producent, który zapędza Ally do studia nagraniowego, a niedługo potem negocjuje dla niej występ w „Saturday Night Live”. „Narodziny…” trwają ponad dwie godziny, ale wszystko toczy się tu w zawrotnym tempie. Scenarzyści zagalopowali się tak daleko, że w połowie filmu przyznają Ally nominację do Grammy Award dla najlepszej debiutantki. Gdyby tylko wrzucili w Google’a adekwatne hasło, dowiedzieliby się, że nagrody w tej kategorii nie mogłaby otrzymać piosenkarka, która nie wydała jeszcze pięciu pierwszych w swej karierze singli − a więc i nasza poczciwa bohaterka…

     Gdy zapomnimy o tym bijącym w oczy, scenariuszowym faux pas, otrzymamy film bez reszty hollywoodzki − nakreślony od linijki, bazujący na jakimś koniunkturalnym poradniku. To pozycja sztampowa i oczywista − jako spojrzenie na branżę muzyczną, jako love story. Przypomina dziesiątki produkcji sprzed lat, w tym wcześniejsze odsłony „A Star is Born” (to wszakże remake), „Dreamgirls” czy nawet „Wygrane marzenia”. Finał filmu niebezpiecznie bliski jest „Glitterowi” − legendarnej mieliźnie z udziałem Mariah Carey; oba zakończenia są równie banalne i przewidywalne. „Narodziny gwiazdy”, oczywiście, mają tę przewagę, że wykonano je z rozmachem, dbając o niuanse estetyczne. Przebłyski światła zza rozwianych włosów Gagi w scenie jej pierwszego „dużego” występu nadają całej sekwencji sennej aury − to przecież moment, w którym spełniają się uśpione pragnienia. Towarzysząc Jackowi na estradzie, wykonuje Ally balladę „Shallow” − najdorodniejszy utwór na całej ścieżce dźwiękowej. To piosenka o konieczności zmian i strachu przed sobą samym − muzyczny highlight, który z impetem bierze górę nad resztą materiału.

     Brakuje w „Narodzinach gwiazdy” lepszych kompozycji, nawet jeśli Gadze nie brak wokalnej kompetencji. Aktorsko spisuje się eks-skandalistka nieźle, a niedociągnięcia performerskie (nadmiar swobody, fałszywą ekspresję) tuszuje przy pomocy osławionej charyzmy. Film nie jest do końca przekonujący − m. in. za sprawą Coopera, którego nienaturalnie piaszczysty głos kaleczy nam uszy − a wywoływane przezeń emocje są szczątkowe. Ciężką do zaakceptowania postacią pozostaje Jack, który nie może znieść myśli o sukcesie swej lubej (a własnej porażce). Ally manipulowana jest nie tylko przez niego, ale przez każdego mężczyznę, mającego w jej życiu głębsze znaczenie.

     Droga artystki na muzyczny szczyt oparta jest na zrządzeniach losu, które w świecie rzeczywistym nie miałyby racji bytu. Między innymi z tego powodu przypominają „Narodziny…” film Steve’a Antina z 2010 roku, „Burleskę”. To pozycja mniej manieryczna, a dużo przyjemniejsza w odbiorze − i Aguilera, grająca niejaką Ali, operuje frywolniejszym językiem aktorskim niż Gaga. Jeśli „Narodziny gwiazdy” przyniosą swoim dwóm sławom statuetkę Oscara, to tylko dlatego, że Akademia jest ślepo zakochana w Cooperze, a lansowanie Lady Gagi na drugą Barbrę Streisand urosło do prania mózgu.

Ocena: 5/10

starisborn2

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s