Sekielski kontra czarna mafia. [„Tylko nie mów nikomu”, 2019]

     Poza We’ll Always Have the Movies prowadzę jeszcze serwis poświęcony horrorom. Widziałem ich, całkiem dosłownie, tysiące, ale od dłuższego czasu żaden nie był dla mnie tak szokujący, jak nowy dokument Tomasza Sekielskiego. Film konfrontuje widzów z problemem pedofilii w Kościele Katolickim − na pewno nie przyglądając się mu przy tym biernie, bo twórcy zaciekle walczą, by brutalnie działający księża zostali za swoje czyny rozliczeni. Nadzieja, że premiera „Tylko nie mów nikomu” okaże się początkiem końca kościoła jako instytucji, jest oczywiście jakąś abstrakcyjną mrzonką, ale reżyser za swoją pracę zasługuje na najszczersze nagrody. Duchowni, przedstawieni w jego filmie, to nawet nie przestępcy, a wilki przyodziane w owczą skórę. Kierowani butą, widzą w sobie bogów nieobjętych prawem. Jeden z księży, filmowany z ukrycia, deklaruje, że gwałt jest jak zabawa, a grzechu nie ma, dopóki nie pojawia się wytrysk.

     „Bohaterami” „Tylko nie mów nikomu” są gloryfikowani duszpasterze, którzy na co dzień udzielają komunii wiernym, choć chwilę przed tym aktem mogli równie dobrze trzymać dłonie w majtkach osoby nieletniej. Poznajemy między innymi starca, dla którego masturbacja przy udziale siedmiolatki to wyraz ojcowskiej miłości. Księża-gwałciciele spotykają się z dawnymi ofiarami, ale nie wiedzą, że te mają przy sobie minikamery. Ich twarze są pokerowe − nie kryją się przecież za telewizyjną maską − a serca sprawiają wrażenie wykutych z kamienia. Plugawy gest byłego proboszcza, który w ramach „przeprosin” chce pocałować zgwałconą dziewczynkę − dziś już dorosłą kobietę − w rękę, pokazuje stopień jego zdemoralizowania. Film nie powstałby bez udziału samych ofiar, które opowiadając o swej tragedii, próbują uwolnić się od cierpienia. Za odwagę należą im się wielkie brawa − gorzkie historie przyprawiają wręcz o ból serca.

     Pokrzywdzeni wciąż zmagają się ze skutkami molestowania, niektórzy zostali połamani przez życie, inni mają za sobą epizody syndromu sztokholmskiego lub próby samobójcze. Film wzbogacony został o wypowiedzi ekspertów: psychologów i prawników. Charakterystyczne są archiwalne wywiady z przedstawicielami duchowieństwa, oczywiście uciekającego od tematu i odpowiedzialności za wszelką cenę. Ujęcia konferencji prasowej z udziałem biskupów polskich ogląda się jak sabat czarowników. Widzom niemyślącym samodzielnie może się wydawać, że Sekielski jest w swych założeniach stronniczy: niemal każdy postawiony przed kamerą ksiądz to wcielenie potworności i zakłamanej moralności. Ale przygląda się reżyser tylko tym kapłanom, którzy są winni czynów pedofilskich i zawsze jest to wina ewidentna, gruntownie udowodniona. Z faktem udowodnionym próbują walczyć obrońcy kościoła. Przyjaciel duchownego-pedofila − który, warto dodać, sam odprawia msze święte − wyrzuca ekipie Sekielskiego: „chyba bardzo nie lubicie kościoła, skoro wam się, kurwa, chce całą niedzielę ścigać Adama”. Wtóruje mu pani w berecie: „księdza się czepiacie?”

     Sekielski mierzy się z kołtunerią, dowiaduje się, że to przed nim trzeba chować dzieci. Chce przecież przekłamać prawdę o bożym miłosierdziu, a o wysokim odsetku pedofilii w getcie kościelnym snuje co najwyżej jakieś bajki. „Tylko nie mów nikomu” pobił już oficjalnie jeden z rekordów oglądalności na polskim YouTubie, ale obawiam się, że film obejrzeli tylko ludzie świadomi problemu − ci zaślepieni „wiarą” nadal będą sprawę bagatelizować, będą łagodzili rozmach bestialstwa. Gdyby nie niezależni dziennikarze, jak Tomasz Sekielski, o czynach pedofilskich słyszelibyśmy jeszcze mniej, bo kościół jest „naturalnym” środowiskiem ich występowania − nie powinno to podlegać żadnej kwestii − ale kolejne skandale są umiejętnie kryte. Żadna stacja telewizyjna nie podjęła się współpracy z Sekielskim − dokument to efekt jego wysiłkowej pracy, współfinansowanej crowdfundingowo. Film wywiera piorunujące wrażenie: zrealizowany został na surowo, bez uproszczeń, jego przekaz jest bezkompromisowy i szalenie dosłowny. Całość dławi i szokuje, prowokuje lawinę gniewnych myśli, a producenci wiedzieli jak osiągnąć zamierzony efekt. Słowa księży są szczere, bo niewypowiadane publicznie; ich odruchy, rejestrowane przez ukrytą kamerę, wydają się nieludzkie i upiorne. Podobnie najazdy kamery na sakralne obiekty, „zdobiące” prowincjonalną świątynię − straszą dramatycznym wykonaniem i swym przekazem o sądzie ostatecznym czy boskiej wyższości. Apokaliptyczne przyśpiewy i huczące akordy potęgują te wrażenia, a już najgłębiej dostają się pod skórę archiwalne zdjęcia, na których mała Ania spogląda w obiektyw aparatu wzrokiem wołającym o pomoc. Dumnie stoi obok niej ksiądz Jan, z głową uniesioną do góry i ręką zawieszoną tuż za jej plecami.

     Przyszedł czas najwyższy, by episkopadł.

Ocena: 9/10

TylkoNieMow2

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s