Zły romans kina z country. [„Narodziny gwiazdy”, 2018]

     Już za dwa tygodnie ogłoszone zostaną oscarowe nominacje i są tytuły, których naprawdę nie chciałbym widzieć wśród kandydujących do nagrody. Jednym z nich jest „Pierwszy człowiek”, innym − „Czarna Pantera”. Największą niesprawiedliwością okazałoby się jednak wynoszenie pod niebiosa debiutu reżyserskiego Bradleya Coopera. „Narodziny gwiazdy” to dramat w najlepszym wypadku konwencjonalny, a w najgorszym wypruty z głębi, pozbawiony błysku. Historii równie powierzchownej, pełnej pretensji, o niebywale spłyconej poetyce nie oglądałem już dawno.

Czytaj dalej „Zły romans kina z country. [„Narodziny gwiazdy”, 2018]”

Reklamy